Imbir, imbir...
Kate Illustreit, artystka cyfrowa:
"To był pierwszy i ostatni raz, kiedy zdecydowałam się zaoszczędzić pieniądze na farbowaniu włosów. To było w zeszłym roku. Z jakiegoś powodu postanowiłam przefarbować włosy w jednym z salonów w Yoshkar-Ola, kiedy wróciłam do domu, do rodziny. Miałam wtedy rozjaśnione włosy, zabarwione na różowo. Znudził mi się ten odcień i postanowiłam powrócić do mojego naturalnego koloru.Poszłam do salonu w Yoshkar-Ola do tego samego mistrza, do którego chodzi moja przyjaciółka. Za pierwszym razem zabarwiono mi włosy na ciemniejszy kolor, jak najbardziej zbliżony do mojego i wszystko było w porządku. Miesiąc później wróciłam do tego samego salonu, ponieważ chciałam nieco zmienić odcień, ale pozostawić chłodny podtekst, po tym jak poprzedni odcień się zmył. Ale tym razem nie poszło tak gładko. Po pierwsze, pani zapomniała o mojej wizycie i musiałam na nią czekać prawie godzinę. Po drugie, zaproponowano mi wypróbowanie nowego koloru z pożądanym przeze mnie chłodnym odcieniem, na co się zgodziłam. Dopiero w trakcie farbowania dowiedziałam się, że kolor jest półtrwały, czyli nie jestem barwiona, tylko farbowana. Mimo, że wyraźnie powiedziałam, że chcę tonować (!) i zapuszczać rozjaśnione pasma, ale pani technik postanowiła zrobić to po swojemu.
Kiedy skończyła, moje odrosty miały czerwonawy kolor. Jakimś cudem całe pasmo wokół obwodu u nasady było czerwone, czyli jaśniejsze niż wszystkie moje włosy! Na zdjęciu (po prawej) widać efekt - to nie pasemka, to jak zostałam zafarbowana. Powiedziałam do kosmetyczki: "odrosty są czerwone. Na co ona odpowiedziała, że nie - to taki chłodny odcień. Skończyłam z tą czerwoną smugą na półtora roku. Dopiero niedawno je ścięłam i postanowiłam, że już nigdy nie pójdę do taniego salonu lub mistrza, któremu nie ufam.
Fryzura od mistrza fryzjerstwa
Daria Zlotnikova, kierownik butiku w Paryżu:
"Znalazłam swojego (spoiler: byłego) fryzjera za radą przyjaciółki. "Bardzo nietypowy typ," powiedziała. Jako miłośniczka wszystkiego, co ekstrawaganckie, zapisałam sobie jego numer.Monsieur Morali (nacisk na ostatnią literę), duży mężczyzna w wieku przedemerytalnym, przyjął mnie w swoim maleńkim, dwuosobowym saloniku. "Maître de hairdressing, złote i srebrne medale" - brzmiał napis. Medale te zostały natychmiast włączone do rozmowy, bez podania gdzie i dlaczego je otrzymał. Sadzając mnie na krześle, podsunął mi katalog włosów Wella late 90s. Strony były zaśmiecone fryzurami Destiny's Child i czerwonymi piórami a la Milen Farmer. "Zrobiłem te trzy style!" - poinformował w przerwie. "Chciałabym długie, proste cięcie", zapytałam nieśmiało.
Technika była naprawdę ekstrawagancka. Podnosił mnie z krzesła i ciął na stojąco, potem siadał z powrotem, przyprowadzał do okna, przechylał głowę na wszystkie strony i kazał nią potrząsać. "Na tym polega zabawa!" - pomyślałem podekscytowany. Po godzinie (!) zaprowadził mnie wreszcie dumnie do lustra.Pierwszą rzeczą, która przykuła mój wzrok były krótkie pasma bliżej tyłu głowy. "Co to jest?" - Zapytałem, na co fryzjer z dumą odpowiedział: "To niewidzialna degradacja!". Wow, niewidzialny! Francuscy fryzjerzy bardzo lubią to słowo. Miałam kiedyś drogą fryzurę z efektem "niewidzialnej objętości", która, muszę przyznać, była zupełnie niezauważalna. Ale tym razem było to bardzo odczuwalne.
Próba nr 1. Próba nr 1"Dobrze, zobaczę" - zdecydowałem. Nie chciałem odcinać więcej długości. Ale kiedy wróciłem do domu, stało się jasne, że coś poszło nie tak. Końcówki moich włosów były różnej długości i uparcie nie chciały się ułożyć we włosy. Dwa lustra ujawniły, że "niewidzialna degradacja" była dłuższa o około cztery centymetry po obu stronach. Następnego dnia, zawstydzona, wróciłam do salonu.
Złomek przyjął mnie między dwoma klientami i był wyraźnie niezadowolony. "Możesz zatrzymać swoją kurtkę! Dam ci przycięcie, to tylko kilka milimetrów!". - i chwycił maszynę. Podczas gdy on brzęczał na plecach, ja jakoś zaczęłam się usprawiedliwiać, że mam seminarium modowe i sesję telewizyjną, bo inaczej potulnie zniosłabym wszystkie trudy fryzjerstwa. Starsza pani z farbą na głowie, którą rzucił na krzesło, udawała anielską cierpliwość. Po 20 minutach wszystko wyglądało znośnie i rozstaliśmy się w prawie dobrym nastroju. Próba #2
Wracając do domu, odkryłem haczyk w nieoczekiwanym miejscu. Chociaż fryzura wyglądała ogólnie na prostą, gdy tylko założyłam włosy za uszy, okazało się, że są one krótsze o około pięć centymetrów, ale tylko po prawej stronie! "Wygląda na to, że i tak spóźnię się do pracy", westchnęłam i pognałam z powrotem do salonu. Złomek już był niezadowolony z mojego powrotu. Stara kobieta, której nie skończył przycinać, śmiała się ze mnie. Próba #3. Próba #3.Trzecia i ostatnia fryzura od mistrza zakończyła się sukcesem. Dobrze, że zapłaciłem tylko raz! Dopiero dwa dni później odkryłem, że mój (były) fryzjer przeciął nożyczkami kołnierz mojej ulubionej marynarki.
Loki odchodzące od twarzy
przez GIFER
Oksana Jepletina, PR i SMM manager w agencji 2headsstudio:
"Zawsze naiwnie lub z przymrużeniem oka wierzę, że mogę być tajemniczym klientem w sektorze usług, ponieważ sama w nim pracowałam. Na początku mojej kariery zawodowej byłam sprzedawczynią w butiku Podium (sieć tych sklepów już nie istnieje), potem odeszłam do Aleksandra Terekhova, zostając kierownikiem sklepu. I tak, zawsze wieszam ubrania, które przymierzyłam i odkładam na półkę po tym, jak je przejrzałam. Mam w głowie idealny obraz tego, jak usługa powinna być dostarczona, ale częściej nie pokrywa się on z rzeczywistością. To wtedy proszę o książkę reklamacyjną lub bezpośrednią wiadomość na Instagramie. Nigdy nie skandalizuję publicznie, ponieważ ważne jest dla mnie, aby nie robić zamieszania, ale aby upewnić się, że sytuacja zostanie naprawiona, a świadczone usługi będą lepsze. Ale tym razem zrobię wyjątek. Powinienem od razu powiedzieć, że choć moje ręce wyrastają z właściwego miejsca, nie są w stanie kierować pięknem. Jeśli sama wykonuję stylizację, to nie wygląda ona jak z obrazka, a poprawianie lakieru i jeszcze gorzej - kończy się łzami.Mam naturalnie kręcone włosy, które rzadko wyrywam, ale czasami mam na to ochotę i wtedy idę do salonu fryzjerskiego. Nadszedł więc ten jeden dzień w miesiącu, kiedy nie miałam czasu na umycie włosów, a nie lubię chodzić z brudnymi włosami. Od razu umówiłam się na wizytę z najlepszym stylistą w Tut's Haircut, ponieważ słyszałam o nim świetne rzeczy od moich znajomych, a także był chwalony przez wiele osób na Instagramie.
Gdy przekroczyłam próg salonu, od razu zwróciłam uwagę na piękny lakoniczny wystrój, odpowiednie kosmetyki, których tu użyto, oraz miłą obsługę. Siadam do mycia włosów i wszystko wydaje się być w porządku, ale nie mogę się zrelaksować. Czuję, że nie mogę ufać w 100%. Od razu zaczynam słyszeć: "Przyjdź do mnie na farbowanie i strzyżenie, bardzo lubię kręcone włosy".
Wchodzę na fotel do stylizacji i wyjaśniam, że nie chcę nic skomplikowanego - objętość i lekkie loki zamiast moich delikatnych. Patrzę na ręce najlepszego stylisty, który, jak mówi, kocha kręcone włosy i musi już dokładnie wiedzieć, jak sobie z nimi radzić.
Natychmiast rozumiem, że nie będę miał objętość, tylko loki, a następnie nie w dobrym kierunku i złym rozmiarze. Ale ja milczę i cierpliwie czekam.Zapomniałam Wam zdradzić mały szczegół - mam grzywkę. A potem przychodzi jego kolej, wkłada go i jest to uderzenie. Zaczynam mu mówić, co ma robić, przypominając sobie, jak pracuje z tym moja złota rączka. Ale ona mu nie pozwala, a wtedy on mówi: "To twoje grzywki są problemem". Proszę go, żeby przestał dotykać moich włosów i mówię mu, że po prostu spuszczę je w kucyk, a grzywkę przypnę grzywką.
Idę do recepcji, żeby zapłacić i wyjść. Przy okazji obciążyli mnie pełną kwotą. Recepcjonistka zapytała mnie, czy wszystko mi się podoba, kiedy podała mi rachunek. Powiedziałam, że wszystko jest w porządku, że to pewnie mój problem. Zapłaciłam i wyszłam bez objętości, bez loków i bez nastroju.
Problem mógł być mój, ale nie mieli innych klientów niż ja, a ja byłem w stanie umówić się na godzinę przed zabiegiem, a oni mieli dużo wolnych terminów - a to już coś mówi.
Przeczytaj też: Nie może być gorzej: Salony piękności, do których już nie wrócimy (osobiste doświadczenia).